Pożegnanie ks. Marcina

 
W ubiegły czwartek żegnaliśmy śp. ks. Marcina Szopińskiego. Przytaczamy słowa pożegnania - wspomnienia o nim.

Biskup Klaus Hemmerle napisał kiedyś: „Życzę, żebyśmy mieli oczy paschalne, które potrafią patrzeć w śmierć aż dostrzegą życie…”

I tak chcemy patrzeć na Twoją śmierć Marcinie, żeby dostrzec i dziękować Dobremu Bogu za Twoje życie. Również tę część Twojego życia, która związana była z duchowością jedności, charakterystyczną dla Ruchu Focolari.

Poznałeś ją już na pierwszym roku seminarium. Wspominałeś, że przyszedłeś na spotkanie członkami Ruchu z książką, bo nie spodziewałeś się, że Cię to zainteresuje.  Szybko odkryłeś, że to jest Twoja droga do Pana Boga, które dobrze się wpisuje w twoje kapłańskie powołanie.

Widzieliśmy jak chciałeś poznawać to życie charyzmatem Chiary Lubich, jak byłeś spragniony ciągle nowych spotkań formacyjnych, chciałeś zdecydowanie kroczyć tą drogą, razem z nami. Budował nas Twój ewangeliczny radykalizm, który przeżywałeś w sposób zwyczajny, bez afiszowania się, robienia hałasu wokół siebie.

Założycielka naszego Dzieła, na Twoją prośbę dała ci jako program, zdanie z Pierwszego Listu św. Jana: „…kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim”. Dziękujemy Ci za Twoje trwanie w miłości, za Twoje trwanie w Bogu. Zarówno na modlitwie, na której budowałeś swoje życie jak i w konkrecie. Pamiętam, że kiedy ks. Tomek rozbił samochód, ty spontanicznie zaproponowałeś, że odwieziesz go, żeby zdążył do parafii. Jechałeś spod Warszawy do Rzeszowa przez Augustów.

Nie byłeś gadułą. Nie narzucałeś się, ale kiedy zaczynałeś mówić, odkrywaliśmy bogactwo Twojego życia wewnętrznego i wiele cichych doświadczeń z miłowaniu bliźnich. Ilu z nas wyspowiadałeś, ilu mądrze radziłeś…

Służebnica Boża, Chiara Lubich napisała kiedyś: “dziś potrzeba księży, którzy są Chrystusem, księży – całopalnych ofiar za ludzkość, autentycznych Chrystusów gotowych umrzeć za wszystkich”. Starałeś się tak żyć, a na koniec Twojego krótkiego życia Pan Bóg zaprosił Cię, być stał się tą ofiarą poprzez chorobę. Dziękujemy Ci za świadectwo przyjęcia tej trudnej woli Boga. Podczas chyba naszego ostatniego spotkanie powiedziałeś mi: “Ja zrobiłem wszystko, żeby wyzdrowieć. Teraz ode mnie już nic nie zależy, oddałem wszystko Bogu. On wie najlepiej”.

Przynieśliśmy Ci dzisiaj trzy czerwone goździki, podobne do tych, które Chiara Lubich postawiła swojemu oblubieńcowi Jezusowi ukrzyżowanemu i opuszczonemu w dzień swojej konsekracji. Trzy płomienie miłości, płonące dla niego: kapłaństwo, życie charyzmatem jedności i twoja droga na Kalwarię. Jesteśmy pewni, że Bóg, który jest Miłością przyjął je z miłością.

Nasza wspólnota miłości wzajemnej i jedności, “zmienia się, ale się nie kończy”, bo miłość w Bogu trwa na wieki, poprzez świętych obcowanie.

Czekaj na nas u w domu Ojca i wspieraj nas swoją modlitwą, abyśmy nie ustali w Świętej Podróży i wyjdź nam na spotkanie, kiedy przyjdzie nasza godzina.

ks. Wojciech Czekaj

Regulamin(500)