K
Może oni cierpią? Cierpmy razem z nimi. Radują się? Cieszmy się razem z nimi. Mają jakieś zmartwienia? Pocieszmy ich delikatnie. Leży im coś na sercu? Spróbujmy razem z nimi ponieść ten ciężar. Chcą się bawić? Bawmy się razem z nimi. Kochają muzykę? My też ją kochajmy. Chcą iść na wycieczkę? Idźmy razem z nimi. Powinni się uczyć? Pomóżmy im. Nasza mama potrzebuje pomocy? Niech zobaczy, że jesteśmy przy niej. Trzeba popilnować braciszka? Zamieńmy się w jego aniołów stróżów. Jednym słowem kochajmy, kochajmy zawsze, nawet jeśli to kosztuje, jednocząc się ze wszystkimi we wszystkim, z wyjątkiem rzeczy złych, od których, rzecz jasna, musimy uciekać. Jednoczyć się z innymi – oto „taktyka gen”. Potem miłość otworzy czyjeś serce i spytają się nas, dlaczego tak postępujemy, co każe nam tak robić. Wtedy przyjdzie moment, aby mówić, aby wyjaśniać, a nasze słowa będą zrozumiane, bo wcześniej zobaczono, jak my sami nimi żyliśmy.
Pewien święty mówił: „Słowo – to ostatni nabój do wystrzelenia”. Wtedy inni pójdą za nami. Jezus wkrótce znajdzie się pomiędzy dwoma lub trzema, a my pozwolimy Mu działać! On jest Wszechmocny, a więc wybuchnie pożar. Będziemy mówili, zarazimy wiele osób naszym entuzjazmem i zachęcimy je do zaangażowania się w ten wspaniały Ruch. Czasem nasze słowa zapadną w serca, zostaną zrozumiane i ludzie, którzy je pojęli, idą za nami. Niekiedy spotykamy się z niezrozumieniem środowiska, w którym żyjemy, z obojętnością, a nawet drwinami. Może dzieje się tak dlatego, że nie zastosowaliśmy elementarnej taktyki naszej batalii.
wrzesień 1976
z książki Rozmowy z genami, lata 1966/69