ZYGMUNT MARKOWSKI (27.03.1924 – 21.02.1990)

 
W 1970 r uczestniczył w Mariapoli w Zakopanem – od tego momentu czuł się odpowiedzialny, by swoje doświadczenie i bogactwo charyzmatu jedności przekazywać innym. Przygotowywał, tłumaczył – wykorzystując swoją znajomość kilku języków – różne materiały dla wolontariuszy. Także ostatniego wieczoru, w lutym 1990 r. przygotowywał materiały dla swojego nukleo. Nie dokończył, gdyż Bóg  powołał Go do siebie.

Zygmunt urodził się w Warszawie w bardzo religijnej rodzinie. Jego dwie starsze siostry Helena i Janina wstąpiły do bezhabitowego Zgromadzenia Sióstr od Aniołów w Chylicach, a brat stryjeczny, wychowywany od 7. roku życia przez rodziców Zygmunta, to ksiądz infułat Stanisław Markowski, który przez ponad 50 lat pełnił różne funkcje w Kurii Metropolitalnej Warszawskiej. Mieszkali na Żoliborzu na osiedlu dwurodzinnych domków, w tzw. kolonii im. T. Kościuszki (obecnie jest tam osiedle Zatrasie).

Zygmunt maturę zdawał już na tajnych kompletach. W 1942 r został zaprzysiężony w służbach wojskowych NOW AK (Narodowa Organizacja Wojskowa Armii Krajowej) i uzyskał stopień kaprala. Brał czynny udział w Powstaniu Warszawskim na Woli, Starówce i Śródmieściu. Przydzielony był do kompanii „Aniela” w zgromadzeniu „Gustaw”. 24.sierpnia 1944 roku podczas walk na Podwalu został ciężko ranny. Ze szpitala przy ul. Długiej został przeprowadzony kanałami do Śródmieścia. Pomimo że nie spełniał wymogów – był półprzytomny i miał ponad 40 st. gorączki – ks. Tadeusz Rostworowski, który kwalifikował rannych do zejścia do kanału, spojrzał na niego i powiedział „Dasz radę”. 5 października, po kapitulacji Powstania, został wywieziony do obozu jenieckiego w Altengrabowie Stalag XI A, potem z całkowitym niedowładem dłoni i zapaleniem szpiku kostnego przewieziony został do obozu Gross-Lübars, skąd po podleczeniu wrócił do Altengrabowa. W maju 1945 obóz został wyzwolony przez wojska alianckie. Do Warszawy wrócił z gruźlicą i niegojącą się raną postrzałową – groziła mu amputacja ręki.

Jeszcze w 1943 r. rozpoczął studia w Wyższej Szkole Inżynierskiej im. Hipolita Wawelberga i Stanisława Rotwanda, na Wydziale Elektrycznym. Należał do katolickiej, narodowej organizacji Konfederacja Narodu, której przewodził Bolesław Piasecki. Kapelanem i jednym z ważniejszych twórców tej organizacji był ks. Józef Warszawski SJ, pseudonim „Ojciec Paweł”.

W czasie Powstania Warszawskiego Zygmunt sześć razy został cudem uratowany od śmierci i wierzył, że Bóg darował mu życie, gdyż ma wobec niego inne plany. Często w rozmowach z bliskimi osobami do tego wracał.

Po powrocie z obozu kontynuował studia z przerwami na leczenie płuc w szpitalach w Warszawie i w sanatorium w Lund (Szwecja), gdzie przebywał ponad rok. Tam również zoperowano mu rękę, dzięki czemu odzyskał prawie pełną sprawność. Studia ukończył w 1949 r., z dyplomem inżyniera elektryka.

W czasie studiów uczestniczył czynnie w tzw. grupie Mokotowskiej Akademickiej Sodalicji Mariańskiej (SMA), kierowanej przez Ojca Aleksandra Kisiela. Tam poznał swoją przyszłą żonę, Annę Szafarczyk, studentkę Szkoły Głównej Handlowej. Pobrali się 1950 r. i doczekali trójki dzieci. Przed narodzinami pierwszej córki, Marii, przenieśli się do Starachowic, gdzie zamieszkali z rodzicami Anny. Zygmunt pracował w Fabryce Samochodów Ciężarowych jako generalny projektant rozbudowujących się zakładów oraz pieca łukowego w Ostrowcu Świętokrzyskim. Sytuacja katolików w tamtym czasie nie była łatwa. Zygmunt codziennie rano przed pracą szedł do kościoła na Mszę św., co bardzo drażniło członków partii. Dlatego próbowali różnych sztuczek, na przykład podkładając mu do podpisania dokumenty z błędnymi danymi i mając nadzieję, że w natłoku spraw je podpisze. Chodziło im to, żeby go przyłapać na błędzie czy niesolidności. Wtedy mogliby go oskarżyć i wyrzucić z pracy. Tak się nie stało dzięki uczciwości i dokładności Zygmunta. Ponieważ jednak naciski partii stawały się coraz trudniejsze do zniesienia, Zygmunt z Anną i dziećmi oraz z rodzicami Anny w 1963 roku wrócili do Warszawy i zamieszkali na Sadach Żoliborskich.

Stworzyli wspaniałą, otwartą i radosną rodzinę, angażując się w środowisku sodalicyjnym i włączając się wraz z dziećmi w różne formy niesienia pomocy. Zygmunt angażował się  m.in. w działalność społeczną i duszpasterską jako przewodniczący Rady Parafialnej w parafii św. Jana Kantego, pomagając w projektowaniu i rozbudowie kościoła. Anna i dzieci włączały się m.in. w pomoc osobom starszym i samotnym, przynosząc obiady, gotowane przez mamę Anny.

W czasie studiów Zygmunt codziennie idąc na wykłady, wstępował do kościoła oo. Jezuitów na Rakowieckiej i tam poznał Mietka Wierzbowskiego, również studenta wydziału elektrycznego i ten zaprosił go na spotkanie Duszpasterstwa Akademickiego. Od tej pory wspólnie angażowali się w różne akcje. W latach 60. działali w ramach Sekcji Rodzin w Klubie Inteligencji Katolickiej.

Oboje z Anną zaangażowali się  w 1967 r. w Ruch Focolari, czyli prawie od początku jego działalności w Polsce.

W październiku 1966 r. jako odpowiedź na list biskupów polskich do biskupów niemieckich przyjechała do KIK-u grupa rodzin z Erfurtu i przedstawili pierwsze informacje o Ruchu Focolari. Zygmunt i Mietek z entuzjazmem przyjęli świadectwa życia duchowością w rodzinie, we wspólnocie. Efektem tego spotkania było zaproszenie na wspólne wakacje w Szczawie rodziny Marielle i Pino Quartana z 10-letnim synem Lucą. Podczas wspólnych wędrówek i wieczorami przy ognisku opowiadali oni o duchowości Dzieła. Zostawili książkę Chiary „Aby byli jedno”, oczywiście po włosku i niemiecku. Zygmunt i Mietek wspólnymi siłami podjęli się przetłumaczenia jej na język polski. Kiedy Zygmunt poznał duchowość Dzieła to był wewnętrznie przekonany, że to jest jego droga. Swoje miejsce w Dziele traktował jako zadanie, jako drogę, którą trzeba przejść, aby jak najlepiej wypełnić to, co Bóg nam wyznaczył.

Regulamin(500)