Wspomnienie o przyjacielu śp. Witoldzie Borkowskim (29.02.1940- 31.05.2020r.)

 

“Pamiętam dzieckiem, gdym żył we Lwowie

Śmiejące usta otwartych bram

Aksamit dachów na domach głowie.

Żar oczu okien-w pamięci mam.

Aż przyszła straszna chmura-czerwona

Co z mego domu wyrwała mnie.

Przegnała hen-od ziemi mej łona

Za Lwowem dzisiaj tęsknota rwie.” (z wiersza “Mój Lwów” Ryszarda Gerlińskiego)

 

Miasto Lwów może się szczycić tym, że 29 lutego 1940 roku urodził się tam Witold Borkowski. Jego rodzice należeli do przedwojennej inteligencji- ojciec był lekarzem weterynarii, a mama nauczycielką. Kiedy Witold miał zaledwie sześć lat, musiał wraz z rodzicami i młodszym bratem opuścić Lwów. Rodzina przyjechała na zachód, by zamieszkać we Wrocławiu. To miasto nazywane było “drugim Lwowem”. Przyjechało do niego tak wielu mieszkańców Lwowa, że często mówiło się o żyjącym dalej we Wrocławiu “duchu miasta Lwowa”. Ze Lwowa “przyjechały” również: zbiory Ossolineum, pomnik Aleksandra Fredry, Panorama Racławicka i  wiele innych dzieł i pamiątek. A w Muzeum Medalierstwa można dotąd podziwiać panoramę starego Lwowa.

Witold wzrastał w rodzinie silnej wiarą i miłością, jako najstarszy z czworga rodzeństwa. Hojnie obdarzony talentami, potrafił je rozwijać, od dziecka podejmując się nowych wyzwań. I takim pozostał do końca swojego życia. W szkole muzycznej uczył się gry na fortepianie. Stwierdzono u niego słuch absolutny. Ta umiejętność pozwalała mu rozpoznawać wysokość tonu usłyszanego dźwięku i zagrać każdą melodię. Zadziwiającym przy tym był fakt jego wielkiej skromności, a może trafniej to ujmując- wielkiej pokory Witka.

Wszechstronnie utalentowany wybrał studia Technologii Budowy Maszyn na Politechnice Wrocławskiej, które ukończył w roku 1962 roku. Bardzo dobre wyniki ukończenia studiów pozwoliły mu na pracę asystenta stażysty, a następnie na odbycie stażu w Londynie w 1963 roku, co było wielkim wyróżnieniem jego pracowitości i uzdolnień.

“Bo kto ma, temu będzie dodane i nadmiar mieć będzie, kto zaś nie ma, temu zabiorą również to, co ma” (Mt 12-13).

Witold Borkowski według słów Ewangelii już miał tyle, że Jezus chciał ofiarować mu jeszcze więcej, bo znajdował go “czystego i pokornego serca”. A on potrafił swoimi talentami dzielić się, pomagać innym i służyć, a robił to też tak ewangelicznie, że “lewa ręka nie wiedziała, co czyni prawa”. Tak poznał ks. Aleksandra Zienkiewicza, nazywanego przez nas “Wujkiem” oraz ks. Juliana Michalca.

Można w Duszpasterstwie Akademickim być i zaliczać kolejne spotkania, agapy i prelekcje, a można BYĆ i współtworzyć duszpasterstwo, angażując się w służbę liturgiczną ołtarza, współorganizując spotkania, być wsparciem nie tylko dla braci studenckiej, ale także dla duszpasterzy akademickich. I takim właśnie zapamiętaliśmy Witolda, jako “prawą rękę” “WUJKA” – ks. Aleksandra Zienkiewicza- którego wspierał i pomagał mu w najtrudniejszych okresach jego kapłańskiego życia i choroby. A myśmy dostrzegali nawet duże podobieństwo między sługą Bożym ks. Zienkiewiczem, a Witoldem Borkowskim. Ten sam Duch Boży i ta wielka pokora, i podejmowanie się z miłością nowych wyzwań dnia codziennego uwidaczniała to braterstwo duchowe.

Witold Borkowski pamiętał o tym, że “W zdrowym ciele zdrowy duch” i sport był jego pasją. Uprawiał lekkoatletykę i judo w AZS Politechnika Wrocław. Zdobył 3 KYU – zielony pas.

“Bo kto ma, temu będzie dodane”.

“Niewiastę dzielną któż znajdzie?

Jej wartość przewyższa perły.

Serce małżonka jej ufa,

Na zyskach mu nie zbywa;

Nie czyni mu źle, ale dobrze

Przez wszystkie dni jego życia”. (Prz 31, 10- 12)

I taką właśnie dziewczynę, Teresę Ruszczycką, znalazł Witold Borkowski i ją poślubił. Dzielna i kochająca była z nim przez wszystkie dni życia. A Bóg błogosławił im jako wiernym małżonkom i wspaniałym rodzicom pięciorga dzieci- dwóch synów i trzech córek. A obecnie mającym trzynaścioro wnucząt.

Witek pracował 28 lat w Biurze Konstrukcyjnym PMI, gdzie zajmował się projektowaniem i wdrażaniem do produkcji maszyn do obróbki drewna. Podjął się również pracy w odlewnictwie artystycznym, a następnie – przez okres pięciu lat – w HASTE INTERNATIONAL Ltd. przy produkcji mebli. Pracował również jako nauczyciel w technikum samochodowym we Wrocławiu. Od 1998 roku był zatrudniony w amerykańskiej firmie STANLEY FASTINGS POLAND.

Należy dodać, że był działaczem Klubu Inteligencji Katolickiej i organizował obozy młodzieżowe, a po powrocie spotkania z rodzicami młodzieży. Wskazywał rodzicom, na co powinni zwracać uwagę, aby jak najlepiej wychowywać swoje dzieci i umacniał ich w wyborach wartości chrześcijańskich.

“Bo kto ma, temu będzie dodane”

Tak żyjącemu ewangelicznymi wartościami, było dane poznać Dzieło Maryi – Ruch Focolari, którego założycielkę – Chiarę Lubich – mógł poznać osobiście. Witek razem ze swoją żoną Teresą, włączyli się całym sercem w Dzieło Maryi, żyjąc duchowością Jedności. Jakże pięknymi i głębokimi pozostaną w nas świadectwa jego życia, doświadczenia, którymi dzielił się z nami! Tak bardzo nas ubogacił i tak wiele przekazał!

Wiemy jednak, że wielu doświadczeń nie dało się przekazać, ale wierzymy, że Bóg zapisał wszystkie dobre uczynki heroicznej Miłości jego codziennych dni. W homilii pogrzebowej kapłan porównał życie śp. Witka do życia św. Józefa – zawsze cichego, pokornego i opiekuńczego. Powiedział o świętych obcowaniu i zachęcał, żebyśmy przychodzili nawiedzać grób naszego brata i przyjaciela, śp. Witolda Borkowskiego, bo on tam przed Bogiem będzie za nami prosił Jezusa.

“Gdy dusza moja porzuci troski

I memu miastu odda swą cześć.

Znów się przeniosę na tamte bruki

Którymi pieścił me stopy Lwów

I pewnie lwowskie gołębie, kruki

Będą mnie witać serdecznie znów.”

 

“Wieczne Radowanie racz Tobie Witoldzie dać Panie”. Do zobaczenia w Niebie!

 

Romana Lemańska z Wrocławia

Regulamin(500)