Apostołowie, napełnieni Duchem Świętym, działają intensywnie w Jerozolimie, a ich świadectwo jest tak wiarygodne i mocne, że liczba uczniów stale rośnie. Jest ich już kilka tysięcy. Wśród nich realizowana jest komunia dóbr, nie tylko duchowych, lecz i materialnych: pieniądze, żywność, odzież są stale rozdawane i apostołowie mają przy tym dużo dodatkowej pracy.
Postanawiają więc wybrać siedmiu mężów cieszących się dobrą sławą, pełnych Ducha i mądrości, aby przejęli to zadanie; sami zaś apostołowie dzięki temu będą mogli oddać się wyłącznie modlitwie i głoszeniu Słowa Bożego.
Tak został ustanowiony urząd diakonów. To pierwsze rozróżnienie zadań w Kościele. Zadania kapłańskie to modlitwa, głoszenie Słowa Bożego, udzielanie sakramentów i prowadzenie ludu Bożego. Zadania diakońskie to wszelkie służby charytatywne.
Z pierwszego listu św. Piotra dowiadujemy się z kolei, jak rozwijała się u apostołów wizja Kościoła. Czym był dla nich Kościół? Piotr mówi o Kościele za pomocą dwóch obrazów.
Pierwszy obraz określa Kościół jako duchową świątynię, gdzie Chrystus jest kamieniem węgielnym, a każdy uczeń jest żywym kamieniem. Podobny obraz Kościoła przedstawia zresztą również św. Paweł w Liście do Efezjan, gdzie jest mowa o Kościele jako świątyni budowanej na fundamencie apostołów i proroków, gdzie kamieniem węgielnym jest Chrystus.
Widać jasno, jak w pierwszych czasach chrześcijaństwa Kościół nie był rozumiany jako budynek, jak nieraz bywa dzisiaj, lecz jako duchowa świątynia, wspólnota uczniów Jezusa. Oni byli duchowymi kamieniami. Świątynie z kamieni materialnych zostały zbudowane dużo później.
Drugi obraz przedstawia Kościół jako naród święty, lud Bogu na własność przeznaczony. Ten obraz jest bardzo aktualny, nowoczesny, skoro Sobór Watykański II posługuje się nim w konstytucji o Kościele Lumen Gentium.
Jako chrześcijanie, jesteśmy ludem Bożym rozproszonym na całym świecie, ludem, można dzisiaj powiedzieć, od dawna najbardziej zglobalizowanym. Rzeczywiście, chrześcijaństwo dotarło do Afryki, do Indii, do Ameryki, do Japonii, do Chin, i budowało tam swoje struktury nieporównywalnie wcześniej niż jakakolwiek organizacja.
Stało się tak dlatego, że Apostołowie od samego początku czuli się posłani przez Jezusa, aby głosić Ewangelię wszelkiemu stworzeniu, aż po krańce ziemi, i poświęcali się temu na całego. Dzięki nim i wielu innym, którzy na przestrzeni wieków szli ich śladami, dzisiaj możemy cieszyć się Kościołem i Dobrą Nowiną.
W Ewangelii świętego Jana Jezus kieruje naszą uwagę na sprawy ostateczne. Mówi, że w domu Ojca jest mieszkań wiele, i że pójdzie przed nami przygotować nam miejsce. Jest to bardzo pocieszające!
Do tych mieszkań trzeba się jednak dostać i słusznie Tomasz zapytał Jezusa o drogę. Jezus dał mu szerszą odpowiedź: „Ja jestem drogą, prawdą i życiem.” Jezus jest dla nas nie tylko drogą, lecz też prawdą i życiem.
Jezus dodał bardzo ważną wiadomość: „Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze mnie” (J 14, 6-17). Mamy pójść do Ojca razem z Jezusem. To przywodzi na myśl inne trzy słowa – trzy cnoty bardzo potrzebne, aby pójść za Jezusem: wiara, nadzieja i miłość.
Jezus jest drogą. Jezus jest tą drogą, tym mostem, który łączy nas ponownie z Ojcem, pokonując przepaść grzechu. Przez ten most trzeba przejść, idąc za Jezusem krok po kroku, dzień po dniu. A tu potrzebna jest wiara.
Jezus jest prawdą. On powiedział nam, jak chodzić przez ten most. Jego słowa, zawarte w Ewangeliach, są jak drogowskazy: jasne, proste i jednoznaczne, ale też wymagające. Często nie udaje się ich realizować w codziennym życiu. Wtedy trzeba zaczynać na nowo, nie zniechęcając się. I tutaj potrzebna jest nadzieja.
Jezus jest życiem. Życie to właśnie miłość. Miłość jest życiem naszej duszy, jak oddech jest życiem naszego ciała. Aby żyć, trzeba miłować. Kiedy nie miłujemy, powinniśmy czuć, że się dusimy, tak jak gdy nie oddychamy.
„Ja jestem drogą, prawdą i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie”. Módlmy się podczas tej Mszy świętej o wzrost wiary, nadziei i miłości, by udało się dojść z Jezusem do Ojca i do niebiańskich mieszkań.
ks. Roberto