O tym wiemy. Czy tak robimy?

 
HOMILIA NA VI NIEDZIELĘ WIELKANOCNĄ

„Jeśli mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania”.

My wszyscy, miłujący Jezusa, jesteśmy powołani do tego, aby zachowywać Jego naukę. Nauka ta jest zawarta przede wszystkim w czterech Ewangeliach.

Jest ona bardzo bogata, ale można ją streścić w kilku istotnych zasadach. Jest to ważne dla ludzi naszych czasów, kiedy wszystko musi być realizowane szybko i dlatego musi zawierać wszystko, ale w sposób uproszczony. Tak jak u astronautów, którym pokarm jest podawany w pigułkach zawierających wszystkie składniki potrzebne do życia.

Dwa epizody zawarte w Ewangeliach pozwalają nam zrozumieć, co jest najistotniejsze w chrześcijaństwie. Pierwszy, w rozdziale dwudziestym drugim Ewangelii św. Mateusza, przedstawia faryzeusza, który, chcąc wystawić Jezusa na próbę, pyta Go: „Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?”. Jezus odpowiada: „Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem”. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: „Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy” (Mt 22, 37-40). Te dwa przykazania streszczają Stary Testament. Jezus potwierdza, że najważniejsze nie są liczne przepisy zawarte w Prawie Mojżeszowym, lecz miłość do Boga i miłość do bliźniego.

Drugi epizod, pokazujący istotę chrześcijaństwa, znajduje się w Ewangelii św. Jana. To ostatnia wieczerza. W mowie pożegnalnej Pana Jezusa czytamy zdanie będące syntezą całego Nowego Testamentu – przykazanie, które Jezus określił jako nowe i swoje: „Miłujcie się wzajemnie tak, jak Ja was umiłowałem”. Również Nowy Testament mówi, że najważniejsza jest miłość. Tutaj jednak pojawia się coś nowego: miłość między uczniami Jezusa ma być wzajemna. Jezus objawił nam bowiem, że Bóg jest Trójcą, że są to trzy Osoby: Ojciec, Syn i Duch Święty, żyjące miłością wzajemną. My, stworzeni na obraz i podobieństwo Trójcy, jesteśmy więc powołani do życia nie w pojedynkę, lecz wspólnotowo, nie tylko w miłości charytatywnej, jednokierunkowej, lecz w miłości wzajemnej, dwukierunkowej. Kiedy tak się dzieje, realizujemy się w pełni według planu Bożego, bo żyjemy na obraz Trójcy Przenajświętszej.

Nie wystarczy jednak o tym wiedzieć. Trzeba tym żyć. Jezus nam powtarza: „Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę” (J 14, 23-29). Poznawszy więc naukę Jezusa, musimy ją zachowywać, to znaczy wcielać ją w życie. Wtedy Ojciec Niebieski nas umiłuje i razem z Jezusem przyjdą, by mieszkać w głębi naszych serc.

Tu jednak pojawia się zasadniczy problem naszego życia. Również wtedy, kiedy wiemy, co jest dobre i jak powinniśmy postąpić, często robimy inaczej. Jesteśmy niekonsekwentni we wcielaniu zamiarów, planów, programów, bo one wymagają od nas poświęcenia, wysiłku i cierpienia. To nasza zbyt mała miłość do Boga i do bliźnich powoduje, że wiemy, co jest dobre, lecz tego nie robimy. Z czasem możemy nawet stać się wyłącznie teoretykami.

Bóg nie jest teoretykiem. Wystarczy spojrzeć na to, co stworzył. Bóg kształci konkretnie i perfekcyjnie swoje zarówno potężne, jak i „mniejsze” stworzenia: słońce i pszczoły, morze i kwiaty.

Spróbujmy więc wniknąć w głąb swojej duszy i sprawdzić, na ile w naszym życiu jesteśmy konsekwentni. Została nam podarowana wspaniała duchowość, która pozwala Jezusowi żyć i działać między nami i w naszych środowiskach. O tym wiemy, lecz jak tym żyjemy? Czy jesteśmy bardziej nauczycielami czy świadkami?

Bóg, nieskończenie miłosierny, pozwala nam zawsze zaczynać od nowa. Skorzystajmy z tej wspaniałej możliwości, by starać się miłować konkretnie chwila po chwili.

ks. Roberto

Regulamin(500)