„Jeśli mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania”.
My wszyscy, miłujący Jezusa, jesteśmy powołani do tego, aby zachowywać Jego naukę. Nauka ta jest zawarta przede wszystkim w czterech Ewangeliach.
Jest ona bardzo bogata, ale można ją streścić w kilku istotnych zasadach. Jest to ważne dla ludzi naszych czasów, kiedy wszystko musi być realizowane szybko i dlatego musi zawierać wszystko, ale w sposób uproszczony. Tak jak u astronautów, którym pokarm jest podawany w pigułkach zawierających wszystkie składniki potrzebne do życia.
Dwa epizody zawarte w Ewangeliach pozwalają nam zrozumieć, co jest najistotniejsze w chrześcijaństwie. Pierwszy, w rozdziale dwudziestym drugim Ewangelii św. Mateusza, przedstawia faryzeusza, który, chcąc wystawić Jezusa na próbę, pyta Go: „Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?”. Jezus odpowiada: „Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem”. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: „Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy” (Mt 22, 37-40). Te dwa przykazania streszczają Stary Testament. Jezus potwierdza, że najważniejsze nie są liczne przepisy zawarte w Prawie Mojżeszowym, lecz miłość do Boga i miłość do bliźniego.
Drugi epizod, pokazujący istotę chrześcijaństwa, znajduje się w Ewangelii św. Jana. To ostatnia wieczerza. W mowie pożegnalnej Pana Jezusa czytamy zdanie będące syntezą całego Nowego Testamentu – przykazanie, które Jezus określił jako nowe i swoje: „Miłujcie się wzajemnie tak, jak Ja was umiłowałem”. Również Nowy Testament mówi, że najważniejsza jest miłość. Tutaj jednak pojawia się coś nowego: miłość między uczniami Jezusa ma być wzajemna. Jezus objawił nam bowiem, że Bóg jest Trójcą, że są to trzy Osoby: Ojciec, Syn i Duch Święty, żyjące miłością wzajemną. My, stworzeni na obraz i podobieństwo Trójcy, jesteśmy więc powołani do życia nie w pojedynkę, lecz wspólnotowo, nie tylko w miłości charytatywnej, jednokierunkowej, lecz w miłości wzajemnej, dwukierunkowej. Kiedy tak się dzieje, realizujemy się w pełni według planu Bożego, bo żyjemy na obraz Trójcy Przenajświętszej.
Nie wystarczy jednak o tym wiedzieć. Trzeba tym żyć. Jezus nam powtarza: „Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę” (J 14, 23-29). Poznawszy więc naukę Jezusa, musimy ją zachowywać, to znaczy wcielać ją w życie. Wtedy Ojciec Niebieski nas umiłuje i razem z Jezusem przyjdą, by mieszkać w głębi naszych serc.
Tu jednak pojawia się zasadniczy problem naszego życia. Również wtedy, kiedy wiemy, co jest dobre i jak powinniśmy postąpić, często robimy inaczej. Jesteśmy niekonsekwentni we wcielaniu zamiarów, planów, programów, bo one wymagają od nas poświęcenia, wysiłku i cierpienia. To nasza zbyt mała miłość do Boga i do bliźnich powoduje, że wiemy, co jest dobre, lecz tego nie robimy. Z czasem możemy nawet stać się wyłącznie teoretykami.
Bóg nie jest teoretykiem. Wystarczy spojrzeć na to, co stworzył. Bóg kształci konkretnie i perfekcyjnie swoje zarówno potężne, jak i „mniejsze” stworzenia: słońce i pszczoły, morze i kwiaty.
Spróbujmy więc wniknąć w głąb swojej duszy i sprawdzić, na ile w naszym życiu jesteśmy konsekwentni. Została nam podarowana wspaniała duchowość, która pozwala Jezusowi żyć i działać między nami i w naszych środowiskach. O tym wiemy, lecz jak tym żyjemy? Czy jesteśmy bardziej nauczycielami czy świadkami?
Bóg, nieskończenie miłosierny, pozwala nam zawsze zaczynać od nowa. Skorzystajmy z tej wspaniałej możliwości, by starać się miłować konkretnie chwila po chwili.
ks. Roberto