
„Odwaga pokoju. Chrześcijanie razem dla przyszłości Europy”.
Telegramy z wyrazami uznania dla tej inicjatywy przesłali m. in. Papież Leon XIV, patriarcha Konstantynopola Bartłomiej, oraz prezydent Karol Nawrocki.
Każdego dnia odbywały się wykłady wspaniałych naukowców, działaczy społecznych, duchownych.
* Nowe spojrzenie na ekonomię: prelegent starał się udowodnić, że współczesna ekonomia jest postawiona „na głowie”. Nastąpił zabawny moment, ponieważ po wypowiedzeniu tego stwierdzenia stanął na głowie… Przekonywał, że konkurencję i nadmierną eksploatację dóbr, dążenie do maksymalnego zysku można przepracować na współpracę przedsiębiorstw i korporacji, dbałość o nasze zasoby naturalne, poszanowanie pracowników. Wykład ten przypominał mi naszą Ekonomię Komunii

* Budowanie pokoju: wielokrotnie powtarzano, że pokój – to nie tylko brak wojny, pokój rodzi się w sercu każdego z nas. Nie możemy go budować samemu, potrzebna jest wspólnota, pokój budujemy razem. Powszechne braterstwo, o którym Papież Franciszek pisał w encyklice „Fratelli tutti”. Słuchając przypominała się nam Chiara, która właśnie mocno akcentuje powszechne braterstwo. W budowaniu pokoju dużą rolę ma Kościół: jedność chrześcijan, ich pojednanie przyczynia się do tworzenia braterskich relacji międzyludzkich.
* Nowe horyzonty solidarności: solidarność jest podstawą pokoju. Trzeba budować z drugim człowiekiem. Wiąże się ona z przebaczeniem, pojednaniem i dialogiem. Dotyczy każdego, a także polityków, działaczy społecznych chrześcijan i ludzi dobrej woli.

My wybraliśmy tematy: „Uważność, przebaczenie, pojednanie”, „ Duchowe inspiracje w zrozumieniu pokoju”, „Warsztaty małżeńskie – napełnieni pokojem”.
Ważnym punktem programu były poranne ekumeniczne nabożeństwa Słowa Bożego prowadzone przez Kapelanów Zjazdu. Byli nimi: ksiądz katolicki z Gniezna, ksiądz ewangelicki z Poznania i ksiądz prawosławny z Warszawy. Czytania z Pisma Świętego oraz homilie dostosowane do tematów prelekcji i warsztatów danego dnia. Był to dobry początek dnia: modlitwa, śpiew pieśni z Taize, cisza, słuchanie.
Po kolacji mogliśmy uczestniczyć w „Wieczornych rozmowach”, koncercie dla pokoju „Kochanowski”, albo udać się na ekumeniczne nabożeństwo do jednego z trzech kościołów chrześcijańskich na terenie Gniezna.
Zjazd rozpoczął się uroczystą ekumeniczną modlitwą o pokój w Bazylice Prymasowskiej. Podczas pieśni na wejście był wniesiony Ogień z Jerozolimy od którego zapalono paschał, a następnie siedem świec, które potem zostały przekazane do siedmiu kościołów Gniezna. Również ten ogień przekazywano zgromadzonym do lampek oliwnych (specjalnie przygotowanych na tę modlitwę). Podczas uroczystości był uruchomiony telemost z Wszechukraińską Radą Kościołów i Organizacji Religijnych (Kijów). Uroczystość zakończyło błogosławieństwo Aaronowe udzielone przez zwierzchników Kościołów. Zjazd zakończył się w niedzielę uroczystą Mszą św. celebrowaną przez ks. Prymasa wraz z wieloma księżmi obecnymi na Zjeździe.

Z czym wyjeżdżamy ze Zjazdu Gnieźnieńskiego?
Pokój, to nie tylko brak wojny. Dążenie do pokoju to proces, działanie. Wymaga wysiłku i odwagi. Zdobywa się go każdego dnia. Jest wartością i obowiązkiem powszechnym. Nie można utrwalać podziałów. Trzeba pracować na rzecz pokoju w domach rodzinnych, w miejscach pracy, między chrześcijanami, w Kościele. Pokój zaczyna się w sercu każdego z nas. Jest darem Boga. Razem modlimy się o niego.
Miłość i przebaczenie Nie ma miłości bez przebaczenia. A przebaczenie nie jest oznaką słabości. Przeciwnie: jest odwagą, pokorą, siłą. Przebaczenia uczymy się z Krzyża. Krzyż jest po to, by zbawić świat. Bóg zwycięża poprzez miłość i miłosierdzie. Nie ma Zmartwychwstania bez cierpienia, bez Krzyża. Nie być doskonałym, ale wiarygodnym.
Największe wrażenie całości zgromadzenia i w tym szczególnie również mnie, zrobiło wystąpienie ks. biskupa Mounir Khairallaha z Libanu.
Mówił o swoim tragicznym przeżyciu, gdy miał 5 lat. (Liban od lat ogarnięty walkami). Rodzice przygarnęli szukającego miejsca do zakwaterowania obcego. Obcy okazał się wrogiem. Zamordował rodziców. Było to 13 września 1958 roku. W domu pozostała czwórka dzieci. Najmłodszy jednoroczny, potem on pięcioletni i jeszcze dwóch braci. Po tej tragedii osieroconymi dziećmi zajęła się rodzona siostra ich matki – karmelitanka. Po przyjściu do klasztoru zaprowadziła dzieci do kaplicy. Kazała klęknąć, rączki wznieść ku górze i powtarzać – przebaczamy. Po latach wstąpił do seminarium i przyjął święcenia kapłańskie. Dokładnie 13 września – w rocznicę okrutnej śmierci rodziców. Po latach, w parafii do której go przydzielono, poprowadził rekolekcje dla młodzieży. Tematem było – przebaczenie. Zaczął od swoich tragicznych przeżyć. Jeden z uczestników zapytał wprost: czy ksiądz przebaczył? A on zaniemówił. To przebaczenie 5-latka nie było pełnym przebaczeniem. Zrozumiał. Jako dorosły, jako kapłan przebaczył. Przemawiał do nas zgromadzonych na Zjeździe dokładnie 13 września. Nadmienił, że po raz pierwszy – w rocznicę 13 września – jest poza swoją parafią. Słuchacze wstali i gromkimi brawami, dziękowali. Wielu sięgnęło po chusteczki.
Ambicją moją było dostać się do ks. biskupa i ucałować Jego dłoń. Udało się to w sobotę po ostatniej konferencji. Widząc biskupa wstającego, natychmiast (siedzieliśmy w trzecim rzędzie) ruszyłem w Jego kierunku i stanąłem tuż przy Nim. Nie zważałem na ks. Prymasa, który podjął rozmowę z ks. biskupem z Libanu, chwyciłem Jego prawą rękę. On próbował się uwolnić, nie pozwoliłem. Odchyliłem Jego dłoń i ucałowałem. Potem tę dłoń położyłem na mojej głowie, żeby pobłogosławił. On w tym momencie serdecznie przytulił mnie do siebie. Ja objąłem Jego również. Miałem przygotowany długopis i notatkę o Nim w naszym podarowanym zeszycie. Wręczyłem długopis i podsunąłem informację w zeszycie o Nim. Wpisał po arabsku krótki tekst i podpisał się. W tłumaczeniu (według sztucznej inteligencji) brzmi: „W imię Boga Miłosiernego, Litościwego” (tradycyjna islamska formuła otwierająca, tzw. basmala).

Wiktor i Joanna Dubaniewicz